Patrzysz się na mnie z takim pobłażaniem. Znam już tę sztuczkę, myślisz że się złamię, targnięty
gniewem na samego siebie, na żałość odbijającą się w twoich oczach. Potem
próbujesz inaczej. Uśmiechasz się na próbę, marszczysz brwi, krzywisz się
paskudnie. Obserwuję jak testujesz kolejne grymasy. Są takie obce, te wszystkie twarze. Przyglądam
się twoim zmarszczkom w kącikach oczu, pieprzykom pod uchem, bladej bliźnie na
czole - tyle szczegółów, które niby już znam. Wydają mi się nagle takie
szpetne. Nie, nie patrz tak na mnie, wiem że jesteś wściekły. Wiesz, nie znoszę
twoich oczu, zatopionego w nich wyrzutu. Tyle zmarnowanych szans – mówią - tyle
drobnych porażek jak gęste błoto, jak nawarstwiające się paprochy brudu, zbyt
ciężkie, aby je udźwignąć. Zaciskam pięści, doprowadziłeś mnie do
ostateczności. Omiatasz spojrzeniem moje ciało, zmęczone letargiem, ciężkie i
zastałe. Wiem, co myślisz…
Ile to jeszcze potrwa, zanim coś się zmieni? Coś... Cokolwiek. Ile razy już to przerabialiśmy?
Znasz mnie, wiesz że jestem słaby. Zbyt słaby, aby cokolwiek zmienić. Zbyt mały
i żałosny, aby wygładzić twoją twarz, spoglądającą na mnie uważnie. Z matowej
powierzchni lustra.
Łał. Nie wiem właściwie co powiedzieć.
OdpowiedzUsuńChoć ten tekst jest bardzo krótki w pewien sposób mnie zauroczył. Wciągał, bym doczytała do końca, a gdy już to zrobiłam... Kolejne "łał". Nie tego się spodziewałam, a w prozie właśnie uwielbiam element zaskoczenia, który skłania do ponownego i ponownego przeczytania.
Podoba mi się ten cały krótki opis, jak i jego klimat, który aż krzyczy o poglądzie podmiotu na siebie.
Uwielbiam emocjonalne teksty, a ten na pewno jest jednym z nich. Jestem naprawdę mile zaskoczona i ucieszona, że znalazłam coś takiego. :)
Pozdrawiam :)