Witaj. Na tym blogu pojawiają się moje opowiadania autorskie oraz poezja. Jeśli któraś z zamieszczanych tutaj treści w jakikolwiek sposób Ci nie odpowiada, nie pozostawiaj po sobie proszę obraźliwych komentarzy. Informuję również, że wszelkie kopiowanie treści z bloga bez mojej zgody zostanie potraktowane jako plagiat.

piątek, 26 grudnia 2014

Pszczoła

   Przystaję na ulicy, w przypadkowym w zasadzie odruchu, nagle nigdzie się nie spiesząc. Po prostu patrzę i widzę. Obok mnie przebiega pan w garniturze, krawat powiewa za nim na wietrze, lśniące nowością buty obwieszczają jego obecność jednostajnym skrzypieniem sztywnej jeszcze skóry. Tuż za nim kroczy umalowana dama, zdradzając niespokojnym stukotem wysokich szpilek nadzieję zdążenia na ten sam niechybnie tramwaj. W pędzie potrąca drobniutką staruszkę, wspartą na mocno sfatygowanej lasce, zapewne tak starej, jak ona sama. Jej widok zasłania mi młody chłopak, mknący wzdłuż plantowej alejki na upstrzonej neonowymi barwami deskorolce. Mija ubabranego różową mordoklejką dzieciaka, przyglądającego się w niemym zachwycie hasającemu po trawniku jamnikowi, całkowicie ignorując ciągnącą stanowczo w swoją stronę rękę matki. Naprzeciwko dostrzegam uginający się pod karminowymi gronami dziki krzak bzu, zdający się bzyczeć od oblatującej go chmary pasiastych insektów. Stojący obok niego opasły turysta odgania owady gwałtownymi ruchami pulchnych dłoni, starając się skupić na jednolitej paplaninie stojącego nieopodal przewodnika. Jedna maleńka pszczoła, rozpaczliwie manewrująca pomiędzy rozczapierzonymi paluchami, wbija swoje żądełko w gąbczaste przedramię grubasa. Obserwuję ciągnącą się za nią, cieniutką niteczkę wnętrzności, powoli wyłaniającą się z pozbawionego żądła odwłoka. Z wolna obracam głowę, śledząc spojrzeniem jej chaotyczny lot, widząc jak stopniowo traci impet, jak lekko opada na batonową powierzchnię chodnika. Ze smutkiem patrzę, jak zostaje zadeptana przez dziesiątki spieszących gdzieś kroków. Stoję tak dłuższą chwilę, nie dostrzegam już miejsca, w którym legła mała pszczółka. Wspominam jej krótki lot, jej piękne żółto-czarne paski na odwłoku, przypadkowe spirale jakie zataczała w dół, gdy spadała. Nagle odwracam się, idę w swoją stronę. Nie zatrzymuję się już by popatrzeć, brnę przed siebie, ze wzrokiem utkwionym w przestrzeń. Wewnątrz jedynie pustka.
„Innego końca nie będzie.”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz